Z Plymouth przez Biskaje.

8 sierpnia ,piątek ,dzień 33

1415 – 10 mil od Plymouth. O godzinie 1145 odcumowaliśmy z King Point Marina i za rufą Feniksa, będącego kopią barkentyny Endurance, którą dokładnie 100 lat temu Shackleton wypłynął w swą arktyczną podróż, wypłynęliśmy na południe. Na nadbrzeżu żegnały nas osoby uczestniczące w obchodach 100-lecia wyprawy. Jak to powiedział Piotr ,takiego wyjścia Polonus jeszcze nie miał. Oprócz wiwatujących osób , słychać było muzykę graną na kobzach ,a z kei białą chusteczką pomachała nam na drogę Natalia. Ona, wraz z Krzyśkiem i Andrzejem wracają do domów, a do załogi dołączył Maciej. Tak więc w 6 osobowej załodze odkładamy kolejne mile na mapie w wyprawie Shackleton 2014. Warto podkreślić, iż jesteśmy jedynym jachtem , który wziął udział w uroczystościach. My to mamy jaja J. Wczoraj na jachcie gościliśmy osoby z komitetu organizacyjnego Shackleton 100, wraz z wnuczką Panią Alexandrą Shackleton. Następnie udział w uroczystościach i opowieści o naszej wyprawie. Myślę, że więcej detali związanych z całą uroczystością opisze Andrzej, więc ja skupię się na sprawach bardziej przyziemnych. Zaprowiantowaliśmy się na kolejnych parę dni w polskim sklepie, gdzie na półkach znajdowały się tylko i wyłącznie polskie produkty. Począwszy od alkoholi na chusteczkach higienicznych kończąc. Organizatorzy zapewnili nam miejsce w naprawdę klimatycznej i uroczej marinie, której nie ma na wszystkich mapach. Wszystko naprawdę na wysokim poziomie, włącznie z tarasem w restauracji, który z poziomu 6 metrów, pozwalał na obserwację widoków, oraz rozkoszowanie się zapachami morza. W związku ze zmniejszeniem się liczebności załogi ,zmienił się również układ wacht. Teraz dyżurujemy z Piotrem ,więc pewnie morskim opowieściom i planom nie będzie końca. Kolejna wachta o 2000.

1505 – W odległości około pół kabla po lewej burcie płynie równolegle do nas stadko delfinów, dumnie unosząc swoje grzbiety nad wodą. Nie wiem co takiego mają w sobie, natomiast chyba na twarzy każdego z nas wywołują uśmiech. Jak zdecydują się podpłynąć bliżej, będziemy focić.

BISKAJE

9 sierpnia, sobota, dzień 34

0035 – Koniec wachty. Około 1700 żagle powędrowały na maszty. Zaczęło wiać 10 knt z zachodu i nastała cisza. Herbatka ,ciastko i gorący kubek, a około 1830 podejmuję próbę przespania się do wachty. Spełzło na niczym i o 2000 wraz z Piotrem zmieniamy Leszka i Maćka. Po pół godzinie idę przyozdobić się w ubranie mocniej przeciwdeszczowe, bo pomimo faktu, iż dwie chmury deszczowe zdążyły przejść nam przed dziobem , trzecia raczej nam nie odpuści. O 2040 zaczyna padać i tak do 2200. W międzyczasie rozwiewa się coraz mocniej by o 2300 budzik zanotował 28 węzłów. Wieje z baksztagu i przed północą zrzucamy grota. Wcześniej notorycznie przekraczamy 8 węzłów, teraz pod zarefowaną genuą, kursem 200, prędkość 5 węzłów. Jachtem buja z boku na bok i tym razem mam nadzieję, utuli mnie do snu. Delfiny już nie wróciły i uświadomiłem sobie, że i tak zobaczyłem je po raz pierwszy od ponad roku, więc czas by pokazały się w pełnej krasie.

1327 – Biskaje. Płyniemy na zachód by złapać trochę wiatru od ośrodka niżu szybko przemieszczającego się na północny wschód. Na wysokości wyspy d’Quessant przy wybrzeżu Francji ,otrzymujemy od Marka pogodę na najbliższych parę godzin. Jeśli się sprawdzi – pogoda a nie Marek J to wkrótce powinno nam przywiać z południa, by o północy odwrócić na zachód. Idealnie wtedy połówką moglibyśmy się udać w stronę brzegu Hiszpanii. Wachta poranna spokojna, żagle znowu na masztach, tylko prędkości mało satysfakcjonujące. Ale czy nam się spieszy? Jeść i pić mamy co. Zaszyłem i oplotłem linkę z karabińczykiem do kontrafału grota, jakieś własne przeszycia spodni porobiłem, które na potrzeby jachtowe już od dawna się o to prosiły. Teraz książka, drzemka i przed 1600 pobudka. Słońce nieśmiało próbuje się przedzierać przez chmury, ale mu to chyba dzisiaj nie grozi.

2040 – kurs 240, wiatr 6B południowy. Nadal czekamy na zmianę kierunku. Cały czas wali z kierunku, przy którym kursowo bliżej nam na Wyspy Kanaryjskie niż do Hiszpanii lub Portugalii. Na roucie wyjątkowo mały ruch statków, pomijając już inne jachty. Dziś nie widzieliśmy żadnego. Idziemy bejdewindem i na dodatek pada deszcz. Zarefowaliśmy genuę, płyniemy 6 knt., natomiast nadal w niewłaściwym kierunku. Wachta kambuzowa o mały włos a wyszłaby przy tych trudach żeglugi obronną ręką. Na szczęście stłukli talerz J. Ledwo się na tą 1600 obudziłem. Ciekawe jak będzie o 0400. Pewne jest tylko to, że ma już wg prognoz wiać z zachodu. Zobaczymy.

10 sierpnia, niedziela, dzień 35

0903 – Biskaje 7 : Polonus 9

Wachtę rozpoczęliśmy o 0330, pół godziny wcześniej. Nadal wiało z południa, natomiast dzięki odpowiedniemu ustawieniu żagli, udawało utrzymywać się kurs 120. Nikt nie miał zamiaru, przynajmniej jeszcze płynąć na Kanary. Wiatr powoli obracał na zachód i ostrząc coraz bardziej zjeżdżaliśmy mocniej na południe. Siła wiatru rosła i przy 36 węzłach w półwietrze Polonus mknął ochoczo przebijając się przez fale ponad 9 węzłów. Lubi to skurczybyk i dawał to odczuć. Żegluga mokra, oprócz padającego deszczu nasze kubki smakowe odczuwały raz po raz smak słonego Atlantyku. Wiatr odwracając na NW nie słabł na sile ,utrzymując średnio 30 knt. Sterowanie wymagało większej uwagi i częstego kontrowania sterem., więc by się nie narobić poszedłem zrzucić grota. Piotr za sterem i po wyostrzeniu do wiatru na dieslu, grot z małą pomocą opada na bom. Jeszcze tylko obłożyć go i zawiązać próbując łapać się powietrza, zapiąć dzień wcześniej zrobiony kontrafał z karabińczykiem ( gdybym go nie przygotował, w tym miejscu padałyby nie cenzuralne słowa ), i pod genuą wielkości chustki do nosa pędzimy po gentelmeńsku 6,5 knt. Piotr wydaje śniadanie, ja klaruję kambuz i w koję. Po nie przespanej nocy trzeba odpocząć. Musimy wstać koło 1300 by przygotować obiad i zdążyć zjeść przed wachtą. Wiadomo wszak, że człowiek głodny to zły. Wystarczy już ,że Morze w nocy chciało być złe.

Myśl na dziś : „Odrobina przesady potęguje wrażenie”

11 sierpnia, poniedziałek, dzień 36

0430 – 190 mil od brzegów Hiszpanii. Przez 4 godziny wiatr odwrócił z SSW na W, więc trzymamy kurs 210 i tym samym zbliżamy się do wyznaczonej routy. Wieje piąteczka więc na samej genule płyniemy ponad 5 knt. Pełnia księżyca odbija w coraz spokojniejszej wodzie Oceanu swoje oblicze. Poza kilkoma czarnymi chmurami z których popadał deszcz, niebo rozświetlone jest blaskiem łysego. Widzieliśmy pierwszy od 3 dni jacht, płynący kontrkursem. Dodatkowo w nocy, kręcił się w pobliżu statek z bezwzględnym prawem drogi. Chwilę pokręcił się w kółko, by zniknąć za rufą. Cały wczorajszy dzień przyświecało słońce a pomarszczone fale skrzyły w jego świetle. Z uwagi na rozkołys menu było dość proste, lecz urozmaicone : sery, serki, kindziuk, płatki a na obiad flaczki. Cały ten zestaw nie pozwolił nam chodzić na głodniaka.

12 sierpnia, wtorek, dzień 37

0020 – Rzecz się dzieje w Rosji. Idzie facet do lekarza, rozbiera się a lekarz mówi :

– Nie panie, jest pan zaniedbany, śmierdzi pan, najpierw proszę iść wykąpać do bani i się porządnie wykąpać, a następnie wrócić do mnie,

Facet protestuje i tłumaczy, że do bani nie pójdzie, bo jak był ostatnim razem, zginęła mu kufajka. Jednak przy stanowczej postawie lekarza, postanawia jednak iść i się umyć. Wraca a lekarz na to :

– Widzi pan, od razu lepiej,

I pyta jak było. A facet na to :

– wie pan, dobrze i nawet kufajka się znalazła, jak się okazało była pod podkoszulkiem J.

Czterogodzinna wachta wymęczyła nas strasznie. Piotr już śpi a ja trzęsącymi się rękoma piszę dziennik. Wiało w porywach do 4B, a my na zmianę 3 razy dotknęliśmy steru. Do załogi dołączył więc Stefan, pełniący funkcję samosteru. Dobrze ustawione żagle, sprzyjające warunki w postaci małych fal, spowodowały, że Polonus sam mknął w pełnym bejdewindzie prawego halsu kursem 200. W dzień pogoda równie żeglarska , wiało 3-4B. Pomysł na obiad po południowej drzemce to ziemniaki z bitkami wieprzowymi w sosie. Został on przez Tomka i Ryśka wcielony natychmiast w życie. Do tego papryka marynowana i znów małe obżarstwo. Na wachcie został Tomek, dołączył do niego Rysiek i pozostawiamy ich sam na sam ze świecącym w pełnej krasie księżycem. Noc zapowiada się spokojna i pogodna. Do brzegów Hiszpanii 75 mil.

Możliwość komentowania jest wyłączona.