W drodze

10 lipca, czwartek, dzień 4

0850 – Już po wachcie i śniadanku. Wczoraj o 21.35 Polonus oddał cumy w Kopenhadze i wyruszył w dalszą podróż. O 2200 stawiamy grota i genuę i odkładamy się na kurs 340. Przed 0400 płyniemy z prędkością 8 knt, więc obejmując wachtę zwaną świtówką zaczynam od częściowego zrolowania gieni. Pomaga mi Michał, Ania steruje. Półwysep Kullen mijamy już z dużo większym opanowaniem steru . Jacht ładnie kładzie się na lewą burtę i ze zmniejszoną powierzchnią żagla prowadzi się idealnie. Tylko czasami wymaga lekkiej kontry sterem. Około 0600 porywy wiatru osiągają 30 knt więc przez głowę zaczyna przechodzić myśl o zarefowaniu grota. Płyniemy 7 knt, okresowo osiągając powyżej 8. Za chwilę wiatr jednak stabilizuje się na poziomie 6B i na dodatek z właściwego kierunku. Moje oczy skupiają się teraz na obiekcie pływającym, który zbliża się do nas od prawej strony. AIS krzyczy i świeci na czerwono informując o kursie kolizyjnym. Oboje mamy po 7 knt. Spotkanie za ok. 30 minut. Wyczekujemy…radio mają wyłączone lub nie odpowiadają a wektory naszych kursów zbliżają się do siebie. Ania staje za sterem, ja schodzę na dół ponownie wywołać, ale bezskutecznie. Wychodzę na górę i obserwujemy. W chwili gdy do głowy przyszła myśl o konieczności wyostrzenia ( idziemy połówką ) tak by minąć się lewymi burtami, kuter zmienia kurs i po chwili przepływa nam za rufą. Wytworzyła się nie wiadomo skąd dość duża fala i jedna z nich wpada do kokpitu. Ania jest cała mokra więc schodzi na dół się przebrać i od razu zostaje by przygotować śniadanie. Dziś nieśmiertelna mielonka, żółty ser, pomidorki z mozarellą i ziołami. Robi się spokojnie wiatr siada do 15 węzłów i fala maleje. Płyniemy równolegle do toru wodnego w odległości 6 mil, kursem 340. Widzimy po lewej stronie dość spory ruch statków przemierzających Kattegat.

Apropos fal ….. Bałtyk jak wiadomo zbyt słony nie jest. Po tym jak jedna z nich uderzyła o burtę i rozbryzgując się nad kokpitem i skrapiając mnie siarczyście po twarzy, Ania podała mi kawę. Pijąc ją szybko by nie ostygła miałem wrażenie ,że jest lekko słona. Ale wszystko zrzucałem właśnie na to, że chwilę wcześniej otrzymałem słoną wodą w twarz. Gdy na górę weszła Ania ze swoją kawą, mój kubek był już prawie pusty. Jednak tak bez przekonania poprosiłem ją by spróbowała  mojej kawy, czy aby nie słona. I nagle EUREKA, wszystko się wyjaśniło. Wcześniej Ania dziwiła się, czemu wszyscy narzekają na małe ciśnienie wody, grawitująco lecącej z kranu., skoro jej woda leci jak ta lala ? J

Bo faktycznie pompka wody zaburtowej daje większe ciśnienie J. Ania ma dzisiaj kambuz, swojej kawy też już nie wypiła J.

1450 – Wiatr między 9-10 ….. węzłów oczywiście. Jesteśmy po obiedzie, zrzuciliśmy bezana. Jedyną rzeczą, która nas zobowiązuje obecnie to dotarcie na niedzielę do Oslo. Zmieniamy tam Basię na Michała nr 2. Polonus przy tak słabym wietrze płynie ok. 2,5 węzła. Udaje nam się utrzymywać kurs ok. 300, co w miarę upływu czasu przybliża nas do toru wodnego, czyli autostrad ki dla większych statków. Nad lądem pięknie wykształcone culunimbusy. Jestem wyspany jak dziecko. Spałem od około 1000 ponad 3 godziny. Reszta załogi krząta się i każdy zajęty jest sobą. Dziś wachta od północy. Obecnie wygrzewamy się w słonku na pokładzie. Plażing znaczy się.

18.15 – Zmianiliśmy hals i od ponad 2 godzin płyniemy jak najostrzej do wiatru, który teraz wieje z prędkością ok. 15 knt. Za jakiś czas ponownie będziemy musieli wykonać zwrot ( znów się urobimy po pachy J ) by oddalić się od lądu. Pogoda iście żeglarska, wszystkim dopisują humory z wyjątkiem Romka. Zagubił telefon. Przetrząsnął już kilkukrotnie swoją koję, oraz większość zakamarków kabiny rufowej. W chwili obecnej próbujemy drogą dedukcji i analizy faktów ustalić , kiedy ostatni raz się z nim widział. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy przygotowane przez Basi babcię ciasteczka, snując nie do końca morskie opowieści.  Poczekam na kolację i idę spać, przed północą pobudka.

  11 lipca, piątek, dzień 5
0900
– Płyniemy przez Skagerrak lekko wspomagani dieslem. W nocy wiało słabo, ale wiatru wystarczało na wypełnienie żagli. Od 0600 już go po prostu brakowało. W nocy przechodziliśmy podejście do Geteborga, gdzie statki wdzięcznie manewrowały między nami. Dość długo, bo prawie do 0200 było widno. Później na około godzinę zrobiło się ciemniej a tylko czerwona łuna nad widnokręgiem oświetlała brzegi Szwecji. Silniki zbliżających się statków słychać było z daleka, a po parunastu minutach docierały do nas fale powstałe po przepłynięciu statków. Początkowy plan zakładał wejście do Geteborga, jednak z uwagi na odległość jaka nas dzieli od kolejnego miasta, które musimy odwiedzić w niedzielę, nakazywała by plan ten pozostał tylko planem. Widać coraz większą integrację załogi i nawet po wachtach część osób jeszcze chwilę zostaje na pokładzie by zamienić parę zdań, lub opowiedzieć jakąś historyjkę. W chwili obecnej, problem związany z chłodzeniem silnika wodą zaburtową został rozwiązany. Jak dopłyniemy posprawdzam płyny i oleje, oraz znów pobawię się kwasem. Jest piękne słońce i część z nas zażywa kąpieli słonecznej. Prędkość 6 knt , kurs 345 stopni, wiatr – prawie brak. Wczorajszy przebieg dobowy – 110 Nm.

1550 – Na obiad naleśniki, część a’la Romek, część po bosmańsku, czyli dziś z serem i jagodami. Wstawiłem zakwas, więc za parę dni kambuz wypełni zapach świeżego pieczywa. Wiatr pojawia się i znika, ale jakoś powoli, fala po fali, mila po mili płyniemy do przodu. Wolniej, szybciej, teraz akurat 4 węzełki. Dostaliśmy info od Marka ( Grzywy ), że burta w burtę płynie z nami kilka fajnych żaglowców na obchody TALL SHIPS RACES do Fredrikstad. Moża uda się zahaczyć o imprezę i nie dać się zdemoralizować przez innych uczestników. Jeśli nie będzie miejsc do cumowania, dojedziemy z Oslo. Widzieliśmy ławicę meduz, z której raz po raz kolejna przepływała obok jachtu i na tle granatowego Morza Północnego pięknie się różowiła. Chętnych do kąpieli jednak nie było J . Wachta o 2000, więc czas na książkę i drzemkę.

12 lipca, sobota, dzień 6
0025 – Skończyłem wachtę. Pomimo nocnej godziny na zewnątrz jest widno. Mamy około 2 godziny do wejścia w Oslofjord. Odpaliłem na koniec silnik, bo przy wietrze ok. 4 knt, prędkość Polonusa spadła do mniej niż 1,5 knt. Dobrze że Stena Line zdążyła nam przejść przed dziobem, bo przy manewrowości jaką mamy w tej chwili, jej załoga mogłaby mieć wątpliwości co do naszych zamiarów. Po drodze mijaliśmy żaglowiec MIR. Czekał wraz z innymi na swoją kolej wejścia do Fredrikstad. Niebo nocą, tzn w godzinach nocnych pokryte było chyba wszystkimi kolorami. Było widno do tego stopnia, że wiadomo było, który statek czy jacht dokąd, tzn jakim kursem płynie. Jak wieść niesie w Norwegii w stoczni w Sandefiord została zbudowana „Endurance”. Barkentyna, którą Ernest Shackleton odkupił od Larsa Christensena – norweskiego magnata wielorybniczego. Statek pierwotnie nazywał się Polaris, później przechrzczony na Endurance, która doki Londynu opuściła 1 sierpnia 1914. Stocznia, która budowała barkentynę, nie istnieje. Jednak wizyta w Norwegii, to też mały ślad i powiązanie z celem naszej wyprawy.

1220 – Położyłem się próbując zasnąć, jednak po pół godzinie stwierdzając, że nic z tego nie będzie z powrotem podreptałem na górę. Miniona noc była jasna i kolorowa. Do godzin porannych manewrowaliśmy wpływając do fiordu pomiędzy wysepkami i tyczkami. Wcześniej z załogą Poloneza ustaliliśmy, że po dopłynięciu do mostu w Fredrikstad staniemy do ich burty. Tak taż uczyniliśmy o 0430. W tej okolicy dawało się odczuć znaczne ochłodzenie powietrza. Temperatura spadła do 12 stopni a odczuwalna była sporo niższa. Poszedłem spać po 0600, a po 0900 jedliśmy już śniadanie. Teraz stoimy w porciku bo inaczej czegoś tak małego nazwać nie można J i powoli Ania z Romkiem zaczyna myć łódkę. Ja sprawdzam po kolei czy wszystko działa i niczego nie brakuje i znów bawię się kwasem. Później muszę wyjąć pranie i czekamy na obiad.

Kopenhaga – Fredrikstad – 250,5 Nm, czas 54,5 godziny.

13 lipca, niedziela, dzień 7
1610
– Płyniemy przez Oslofiord. Przed chwilą minęliśmy uroczą wysepkę Gullholmen. Dziś przez chwilę wiał fordewind, później baksztag. Następnie wiatr odwrócił i wieje z północnego wschodu. Wczoraj po zacumowaniu w porciku GJESTHAVN VOERSTE dodatkowo poprawiłem naciąg paska na alternatorze 24V, bo budził mój niepokój. Jak na razie przyniosło to efekt, więc jest dobrze. Koszt postoju 300 koron. W cenie wszystko co potrzeba. Za pranie 40 koron ,suszenie kolejne tyle. Z uwagi na odbywające się uroczystości związane z TALL SHIPS RACES w Fredrikstad roiło się jachtów, żaglowców i innych jednostek pływających. Poszliśmy na rekonesans i spotkać się ze znajomymi. Nie brakowało oczywiście jednostek z Polski. Był Fryderyk Chopin, Kpt. Głowacki, Pogoria a z mniejszych jednostek Polonez , Urtica i kilka innych. Załoga tej drugiej poratowała nasze zapasy tytoniowe, bo pomimo bliskości sklepu, ceny używek były delikatnie mówiąc niewspółmierne do przyjemności po nich osiąganych J. Później kolacja na jachcie i długi wieczór spędzony przy wódeczce weselnej, którą zabrał ze sobą Arek. Dziś rano, po śniadaniu wypłynęliśmy w kierunku Oslo. Mijamy urocze wysepki w oczekiwaniu na deszcz, który zbliża się do nas. Jak dobrze pójdzie, może uda nam się zobaczyć finał mistrzostw świata odbywających się w Brazylii. Wszak wszyscy mamy wykupione miejscówki w I rzędzie J.

14 lipca, poniedziałek, dzień 8

Wczoraj wieczorem zacumowaliśmy w Oslo. Większą część drogi zrobiliśmy na silniku z uwagi na przeciwne wiatry. Stoimy przy nabrzeżu obok posterunku Policji i w dodatku za darmo. Są tu 2-3 miejsca by stanąć burtą do nabrzeża. Jedno było zajęte, my wpasowaliśmy się w drugie. Za rufą przy drugim pomoście stoi żaglowiec ROALD AMUNDSEN. Po zacumowaniu udaliśmy się do centrum w poszukiwaniu wifi, oraz w celu obejrzenia końcówki finału mistrzostw świata. Szeroko zebrana widownia oglądała mecz na telebimie, a my udaliśmy się do pobliskiego pubu, gdzie hałas był dużo mniejszy. Jesteśmy zadowoleni, bo udało nam się znaleźć wifi, po zakończonym meczu zadowolenie było jakby mniejsze. Część załogi poszła zwiedzać miasto, my z Kubą zostaliśmy na wypadek, gdyby ktoś kazał nam się przestawić. Dopełniam kronikarską przyjemność, przenosząc tekst z papieru do komputera. Popijam kawę z kubeczka i niedługo też wybiorę się na obejście zakamarków miasta.

Możliwość komentowania jest wyłączona.