Tak blisko a tak daleko…

Za nami nie planowana wigilia na stacji, ale pomimo tego, jak zwykle uroczysta kolacja, oprawa pracowników, spowodowała, że każdy poczuł się jak wśród najbliższych . Niesamowite posiłki, choinka i prezenty pozwoliły nam na chwilę zapomnieć o trudach wyprawy po Polonusa.

Dziś będzie krótko. Przez ostatnie kilka dni mozolna praca w związku z kopaniem, podkopywaniem, ściąganiem, pracą na tirforze, piłowaniem, rąbaniem, podkładaniem i próbą znalezienia równowagi psychicznej. Gdyby wszyscy z nas nie byli indywidualnościami nie znaleźli byśmy się tu razem prawie na „końcu świata”. Ważne, że nadal pracujemy, tyramy nad tym by postawić Polonusa na wodzie.

Zostało tak niewiele. Jakieś 5 m w stronę zatoki i będzie pływał. Mam nadzieję, że naprawa kadłuba przeszła pomyślnie. Wydaje się ,że wyczerpaliśmy wszystkie możliwe środki związane z zepchnięciem jachtu poniżej poziomu niskiej wody. Wiem natomiast, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Mamy jeszcze parę zdań do powiedzenia.

Walczymy do końca i wierzymy a nawet mamy duże przekonanie, że nam się uda i mordki pingwinów zaśmieją się na widok odpływającego jachtu. Wszystkim kibicom, czytaczom, zwolennikom i przeciwnikom, życzymy wszystkiego najlepszego w kolejnym roku.

Seba
31. grudnia 2015 r.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

  • Newsletter