South Dock Marina w Londynie

31 lipca, czwartek ,dzień 25

1430 – Do jutra stoimy w South  Dock Marina. Jutro około godziny 0700 planujemy wyjść na Tamizę a następnie po zatankowaniu paliwa przy Bridge Town ,jak najszybciej ruszyć w stronę ujścia Tamizy, obierają kierunek na Plymouth. Podobnie jak Shackleton 100 lat temu tak i my rozpoczynamy w Londynie 1 sierpnia swoją wyprawę.

Przedwczoraj zaczęła przyjeżdża załoga na kolejny etap. Kapitan Rysiek, wraz z Piotrem dolecieli po południu, a ze stacji metra odbierałem ich dzięki uprzejmości Jacka Eugeniusza z Yacht Clubu Polskiego w Londynie.  Wcześniej korzystają również z gościnności i pomocy YKP wyprawiliśmy się samochodem Jurka Knabe, by odebrać z dworca objuczonego bagażami Tomka. Przyjechał autobusem z uwagi na bagaż, który w większości wypełniony był częściami zapasowymi do Polonusa, które nie zdążyły podochodzić podczas postoju w Polsce. Gdy wróciliśmy, w marinie na jachcie czekał na nas Andrzej, oraz Peter Mulvany . Przywiózł on kotylion. Wieniec ten zobowiązaliśmy się złożyć na grobie Feliksa Artuso i szklaneczką otrzymanej na tę okazję szkockiej whisky wznieść toast. Wczorajszy upalny dzień minął mnie i Andrzejowi na pracach związanych z oklejaniem jachtu i żagli reklamami kolejnych Partnerów rejsu. Piotr wraz z Ryśkiem i Tomkiem wyposażeni w torby i plecaki, ruszyli do położonego o pół godziny drogi od mariny marketu w celu poczynienia zakupów na rejs. Wieczorem cała ekipa wybrała się na ambitną wycieczkę po Londynie, kończąc ją długim spacerem wzdłuż brzegu Tamizy do metra a następnie resztkami sił ze stacji dotarliśmy do chińskiej restauracji , gdzie posililiśmy się wyśmienitymi daniami, popijając całość chińskim piwem. Z pełnymi brzuchami około 2230 wyruszyliśmy wolnym krokiem do mariny, gdzie po wypiciu gorącej herbaty zalegliśmy śpiąc snem spokojnych do późnych godzin porannych. Wyjątkiem był Rysiek, kapitan etapu I, który od rana chodził na rozpoznania stanu rzeki, kalkulując moment, w którym jutro bezpiecznie będziemy mogli zacząć kolejny etap.

Dziś kolejna tura zakupów, która dociera na pokład w torbach i plecakach, wraz z Natalią, kolejną załogantką. Następnie wymieniam pompę wody szarej, która zamówiona w Gdyni podczas obchodów Święta Morza dociera na jacht, tankujemy wodę, nosząc ją w 25 litrowych baniakach z hydrantu po drugiej stronie śluzy, kapitan robi przegląd map i ustala ramy czasowe etapów. W chwili obecnej do nosa wpada woń smażonych kotletów schabowych, które wkrótce z młodymi ziemniaczkami i ogóreczkami wjadą na stół. To zasługa Andrzeja i Natalii, którzy zabrali się za przygotowanie posiłku. Po południu oczekujemy na kolejnych dwóch załogantów a jednym z nich będzie … ksiądz ;-)

1 sierpnia, piątek, dzień 26

0930 – Od paru chwil, znów wróciliśmy na zachodnią półkulę naszej ziemi. Dziś pobudka o 0500, by o 0540 wejść do śluzy i dopłynąć do stacji paliw. Chwilę po zacumowani byliśmy świadkami otwarcia Tower Bridge. Tym razem jeszcze nie przed Polonusem a ogromnym statkiem pasażerskim wypełnionym turystami. Po dwóch godzinach skończyliśmy tankowanie ponad 300 litrów paliwa a w międzyczasie poziom rzeki opadł o około 2m i z prądem odpływowym gnamy w stronę ujścia Tamizy. Wczoraj po południu mały spacer po zapas pieczywa a w drodze powrotnej wraz z Andrzejem i Ryśkiem rozkoszowaliśmy się smakami kuchni tajskiej. Później piwo w pobliskim pubie i wracamy na jacht, gdzie czeka na nas Leszek – kolejny załogant. Piotr z Natalią i Tomkiem zwiedzają w tym czasie kolejne zakamarki Londynu. Po wieczornej herbatce udajemy się z Andrzejem na pobliska barkę, pełniącą funkcję pubu , gdzie wypijamy kufelek piwa na pożegnanie z Londynem.

Wieczorem dociera na pokład Krzysiek i w ten sposób ośmioosobowa załoga do Plymouth jest w komplecie.

Możliwość komentowania jest wyłączona.