Droga do Plymouth

2 sierpnia, sobota, dzień 27

1250 – Pozycja 50°43.50N, 000°28.86W, prędkość 4 knt, kurs 250. Płyniemy wzdłuż południowego wybrzeża Anglii. Wczorajsza wachta od 2000 bardzo spokojna, wiatr w porywach wiał 16 węzłów. Od 2300 zaczął siadać jednocześnie odkręcając na wschód , co było korzystne z uwagi na planowany cel podróży. Niestety wraz ze zmianą kierunku, zaczął słabnąć, więc krótko przed północą odpaliliśmy silnik. W tym samym czasie zaczął kropić deszcz, po chwili zmieniając się w dość małą ulewę. Towarzyszyły nam również burze, które swoimi rozbłyskami oświetlały raz po raz wybrzeże Anglii i położonej po przeciwnej stronie kanału La Manche – Belgii. Po wachcie wymiana butli z gazem a raczej bez gazu i lokując się w koi śpię grzecznie do 0745. Od rana do 1000 nadal piłujemy na dieslu, natomiast porywy wicherku do 10 knt, aż proszą się już o postawienie żagli. Stawiamy grota i genuę a na pokładzie zalega błoga cisza. Wraz z Tomkiem rozbijamy butelką od wina kotlety schabowe a Andrzej przygotowuje pozostałe składniki obiadu. W międzyczasie Piotr reperuje linki a Krzysiek wraz z Natalią na zmianę sterują jachtem. Oczywiście nad wszystkim czuwa Rysiek. Słońce nieśmiało przebija się przez chmury, a jak już mu się to uda , jest naprawdę ciepło. Muszę przedłużyć przewody do oświetlenia kompasu, bo znów przestało działać podświetlenie.

2200- zaległem w koi z myślą o spaniu. Pobudka przed 0400. Cały czas pięknie płyniemy na żaglach. Genua zarefowana, przed chwilą grot też otrzymał jeden ref. Przywiewało powyżej 24 knt, więc nie było na co czekać. Po dopłynięciu do pięknych białych klifów na wysokości Neuwport zrobiliśmy zwrot by odejść w morze. Robiło się coraz płycej, głębokości spadły do 6m. Po godzinie znów zwrot i kursem 270 – 300 jedziemy ponownie wzdłuż wybrzeża oglądając jego malownicza i zróżnicowaną linię brzegową. W dość ostrym i mokrym bejdewindzie zjadamy kolację i około 2100 kolejny zwrot . Toż to już trzeci dzisiaj !!. Chyba lekka przesada J. Dziś polała się pierwsza krew na tym etapie, czyli są pierwsze ofiary złożone Neptunowi., a na obiad jako dodatek były buraczki J.

4 sierpnia, poniedziałek ,dzień 29

1704 – Skały  Needles. Mijamy właśnie najbardziej na zachód wysunięty  cypel wyspy Wight. Po lewej burcie sterczą z wody 3 ogromne zębiska, raczej nie będące wzorem uzębienia dla stomatologów.   Wczoraj zacumowaliśmy w Cowes East marina. Wejście do cieśniny Solent mieliśmy już pod żaglami z prędkością oscylującą w okolicy 6 węzłów. Tęskno za takimi chwilami, zwłaszcza, że teraz płyniemy pod wiatr i falę i jedynie prąd jest sprzymierzeńcem pyrkającego w maszynowni diesla. Widoki są naprawdę piękne ,choć nie beznadziejne ,dodatkowo potęgowane odkosami fal wystrzeliwujących w górę jak ogromne fontanny wody spod dziobu Polonusa. Myślę, że nie ma wśród nas osoby, która z utęsknieniem czeka na ciszę zmąconą tylko i wyłącznie szumem wiatru. Cowes East marina podobnie zresztą i wyspa Wight przesiąknięta jest żeglarskim klimatem. Masa jachtów, żeglarzy i tawern ,oraz nie kończące się imprezy o charakterze żeglarskim, na czele z regatami. Dziś wypływając w dalszą drogę u wejścia do Cowes naszym oczom ukazał się las. Las pływających milionów dolarów pod postacią jachtów. Jak ktoś z nas naliczył, około 524 J jednostek pływających skupionych na niewielkim obszarze, a pomiędzy nimi wdzięcznie na silniku manewrujący Polonus . Wszyscy byli na żaglach i z uwagi na zachodni wiatr ,raczej starali się na nas nacierać, niż uciekać przed nami. Po raz kolejny udało się nam dać radę i płyniemy w stronę zatoki, by rzucić kotwicę i udać się na nocny odpoczynek z dala od zatłoczonych marin .Wczoraj z uwagi na niedzielny charakter dnia na jachcie odbyła się msza. Oczywiście odprawiający Krzysio należycie przygotował się do roli. Była sutanna, wino ,opłatek i wszystko co potrzebne do tej uroczystości. I naprawdę nikomu z uczestników mszy na Polonusie nie była potrzebna do tego świątynia za grube miliony. Ot po prostu wystarczy człowiek i odpowiedni nastrój.

5 sierpnia ,wtorek, dzień 30

1211- Na prawym trawersie Isle of Portland. Od wypłynięcia z kotwicowiska o 0850 zrobiliśmy 20 Nm. Na początku wspomagani prądem osiągaliśmy 8 węzłów. Płyniemy kursem 250, tak by minąć kolejny cypel wybrzeża nie zmieniając halsu. Wczoraj po kilkugodzinnym pływaniu na silniku, rzuciliśmy kotwicę w małej uroczej zatoczce. Na brzegu widać było małe tętniące życiem miasteczko. Trochę z braku czasu, trochę z lenistwa nie zdecydowaliśmy się na wodowanie pontonu i wieczór spędziliśmy koncertując na gitarze i śpiewając . Proste wiejskie życie. Pomimo praktycznie bezwietrznej pogody pełniliśmy godzinne wachty kotwiczne, które były małym przerywnikiem na dotlenienie się podczas snu. Mnie oczywiście przypadła w udziale godzina 0400 J , wiadomo. Około 0430 niebo nad widnokręgiem rozświetliło się na czerwono, dookoła migały lampki kotwiczne jachtów stojących w sąsiedztwie. Od zachodu wyraźnie widoczna łuna światła nad miasteczkiem, a ciszę przerywał krzyk mew i pluskanie ryb. Schodząc pod pokład myślałem ,że nie usnę i z taką myślą obudził mnie Andrzej o 0730 J. Śniadanie, rwiemy kotwicę i wachta do 1200. Teraz czas mały odpoczynek do 1600, kiedy wraz z Leszkiem znów będziemy sobie nawzajem wyrywać ster.

2047 – 15 mil na północny wschód od latarni Start Point. Od godziny prysznic na zewnątrz. Ostatnie pół godziny wachty w sztormiaku i cały zlany wodą. Deszcz na szczęście ciepły, więc oprócz tego ,że mokro to całkiem przyjemnie . Wieje 4B, fala już zmalała ,więc znów ze sprzyjającym prądem 5-6 knt. Jak na razie istnieje szansa przeskoku na jednym halsie , co z tego wyjdzie – zobaczymy. Ruch statków mały, mijały nas dwa trzystumetrowe kontenerowce, zapakowane w całości ładunkiem. Trałujący rybacy, zanim zdążyliśmy pójść pełniej by nie stresować ich w pracy, złożyli się równolegle do naszego kursu ,a dopiero później przecięli nasz kilwater. Jakaś książka, muzyka i wskakuję do koi. O 0400 pobudka i przez jutrzejszy dzień wraz z Leszkiem karmimy załogę. Na śniadanie jajka na twardo. Acha z uwagi na coraz to nowe sentencje padające na jachcie, Polonusowa myśl na dziś brzmi :

 „ Nie da się zmienić kobiety, można co najwyżej zmienić kobietę, ale to nic nie zmieni” ;-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.