POLONUS na wodzie, POLONUS sprawdzony

Stoimy w marinie w Świnoujściu. Droga powrotna po obchodach Święta Morza w Gdyni upłynęła pod znakiem diesel grota. Wiatr nas nie rozpieszczał, ani co do kierunku ani co do siły. Poniżej 6 węzłów wiatru Polonus po prostu nie pływa. Nic dziwnego, przeczcież waży 16 ton i naprawdę potrzebuje trochę większej siły. W Gdyni zaokrętowała się załoga na etap powrotny w składzie: Tomek – kapeć jak sam o sobie wspominał, Kasia, która przywiozła Tamaryszka i poinstruowała mnie o sposobie jego obsługi, Marcin, który wykorzystał wolna chwilę i wpadł by poznać część osób z którymi przyjdzie mu użerać się przez 2 ostatnie miesiące wyprawy, Leszek – który od razu na te parę dni zadomowił się w kambuzie, nie dając nam wytchnienia w pożeraniu kolejnych wymyślnych dań wjeżdżających na stół w mesie, oraz Zbyszek.

Obchody związane z wizytą Polonusa minęły i – opisując ilość osób, które gościły na naszym pokładzie  – nikt nie przesadził. Po dniu otwartym, następnego dnia rano wypłynęliśmy na sesję zdjęciową na Zatokę Gdańską. Oczywiście jak zawsze w takich przypadkach można było liczyć na pomoc kolegów żeglarzy, którzy znaleźli 3 wolne godzinki i pomagali nam w wykonywaniu zwrotów, a to rufa a to sztag, a to inny sztag i tak dalej. Zwrotów było tyle, że jak stwierdziliśmy zgodnie przez ostatni rok z pewnością żaden z nas tyle nie wykonał. Pogoda sprzyjała ciężkiej praccy na pokładzie, wiała dwójeczka a z nieba świeciło piękne słonko. Pobujaliśmy się około 2 godzin i w blaskach kamery TVN wróciliśmy do mariny, po drodze jeszcze uzupełniając diesla. Popołudnie i wieczór minęły w sympatycznej atmosferze a późnym wieczorem na jacht dotarła kolejna załoga. Od rana sesja z kolejną telewizją i w spokoju około godziny 1100 na silniczku podążaliśmy już w kierunku Helu.

Około 14 postawiliśmy żagle i półwiatrem omijaliśmy zamknięte strefy w pobliżu cypla helskiego. Czas mijał szybko, mile odkładały się na mapie a zadowolona załoga czekała na nocne pływanie. Prędkości oscylowały w granicach 4 węzłów, niestety nie zmącony niczym spokój musiał zostać zakłócony przez pomruk silnika. Około godziny 1700 po zjedzeniu solidnego obiadku wiatr siadł a jego siła nie pozwoliła zachować sterowności Polonusa. Noc była chłodna i słonko długo nie chciało wspiąć się nad horyzont. Lekko zmęczeni pomrukiem silniczka postanowiliśmy zaznać odpoczynku dla naszych uszu w Łebie. Małe zakupy uzupełniające po otwarciu sklepów, chwile dla ciała i duszy, wizyta w ośrodku wczasowym w wagonach kolejowych i o 1240 płyniemy dalej. Port Łeba określiliśmy jako port schronienia przed silną flautą, co zostało odnotowane w dzienniku pokładowym.

Około 14 stawiamy żagle i podążamy w kierunku Świnoujścia oczywiście po drodze omijając pozamykane dla żeglugi obszary, o których stacja brzegowa grzecznie informuje nas przez radio. Do nocy lekko się rozwiewało i jacht dzielnie gnał do przodu. Pełnym fordzielem a następnie baksztagiem przy wietrze dochodzącym do 22 knt płynęliśmy ponad 6 węzłów rozkoszując się wszechogarniającą ciemnością, którą w pewnej chwili po północy zakłócił kuter rybacki, usilnie próbujący nas staranować. Spał, nie widział ? Nie wiem…. Udało się uciec mu z drogi i do rana było już spokojnie. O 1000 rano w sobotę wiatr siadł nam całkowicie i pomimo chęci odwiedzenia Kołobrzegu zdecydowaliśmy się popłynąć na silniku do oddalonego o 40 Nm Świnoujścia. Podejście do portu odbyło się w kompletnie bezwietrznej pogodzie w oparach lekkiej mgły. cumy obłożyliśmy o 1830.

Podczas tego umownie nazwanego „technicznym” rejsu przepłynęliśmy 468 mil. Odwiedziliśmy porty w Kołobrzegu, Helu ,Gdyni i Łebie. 7 osób spośród osób biorących udział w tym rejsie spotka się ze sobą na Falklandach, i popłynie w ostatnim etapie wyprawy ku czci Sir Shackletona. Myślę, że damy radę i atmosfera będzie równie pogodna jak w tym krótkim odcinku. Wszystkie drobne braki zostały na bieżąco usunięte.

Jak podsumował Magazyn Żeglarski – POLONUS na wodzie, POLONUS sprawdzony.

zdjęcia: Marcin Grabiec

Możliwość komentowania jest wyłączona.