18-19.07. Żurek, ryby i dobra książka…

18 lipca, piątek, dzień 12

1220 – płyniemy bajdewindem prawego halsu. Wiaterek dmucha ok. 12-14 węzłów, a my powoli posuwamy się przed siebie. Świeci natarczywie słonko i Polonus lekko buja się na fali. O 1200 zrobiliśmy zwrot, więc jesteśmy urobieni po pachy. Generalnie teraz odpoczywamy , bo chyba dziś jeszcze raz będziemy musieli się odwrócić. Z radością opuściliśmy port, bo jak wiadomo w portach żeglarze schodzą na psy. Wczorajszy wieczór część załogi spędziła świętując za pomyślność wyprawy, zwłaszcza po projekcji filmu o Wyprawie Shackletona. Romek stwierdził, że za cholerę nie wie co nas tam ciągnie, twierdząc, że jesteśmy chyba nienormalni. Wszak ponieważ to już wiemy ( prawda? J ) , wybaczamy mu, że odważył nazwać się rzeczy po imieniu. Na drugiej ławeczce na rufie siedzi Michał i też spisuje swoją kronikę. Od razu na myśl przychodzi mi książka „Wyprawa Szaleńców” . Ciekawe, czy nasze zapiski też będą tak bardzo się różniły, jak dzienniki głównego bohatera ? Muszę kupi żyłkę i haczyki. W taki dzień jak dziś, aż chce się połowić. Właśnie z prawej burty, naciera w naszym kierunku szybki prom Ferry. Osiąga zawrotne prędkości i pewnie zaraz przejdzie nam za rufą. Biblioteczka zgromadzona na Polonusie cieszy się sporym powodzeniem. Książkę „Antarktyczna podróż Sir Ernesta Shackletona” czytają na raz 3 osoby. Może urządzimy głośne czytanie jak w namiocie Worsleya w czasie pobytu na krze lodowej? Zjedliśmy drugie śniadanie, mango i jabłuszko…i jak tu żyć ja się pytam, jak żyć ? J

 19 lipca, sobota, dzień 13

0615 – dłuższą chwilę zajęło mi zastanowienie się, jaki mamy dziś dzień tygodnia. Czas naprawdę szybko płynie, a kartki z kalendarza spadają w oka mgnieniu. Mijamy co chwilę porozstawiane sieci. Wieje ok. 20 knt ze wschodu, więc mamy idealną połóweczkę. Płyniemy 4 węzły. Kawałek w oddali przez delikatną mgłę widać ląd. Nisko nad wodą w promieniach słońca leci klucz ptaków. Cały pokład pokryty jest wilgocią, która w postaci kropelek znajduje się na ubraniu. Spałem chyba z 6 godzin, więc poranna kawa była raczej formalnością. Na zakąskę ciasteczka owsiane i jabłko. Jak by tu nazwać taki posiłek przed śniadaniem, które zwykliśmy serwować przed 0800? Dziś płatki z miodem, dżemem, mlekiem. Normalnie czysta rozpusta. Proste wiejskie życie.

1635 – Kurs 230°, wiatr 8 węzłów, Polonus na motyla prawie 4 węzły. Zarzuciłem znalezioną na jachcie sztuczną przynętę na rybkę, może uda się jakąś skusić? Muszę w ogóle pokupować żyłki, haki i jakieś inne wędkarskie akcesoria. Generalnie dziś dużo słońca, tylko poranek był dziwnie chłodny. Na obiad zrobiłem żurek, a raczej robienie go polegało na przesmażeniu cebulki wraz z boczkiem, ugotowaniu jajek i doprawieniu całości. Za dużo tego nie było i zaczynamy odczuwać lekki głód. W moim przypadku to pewnie też przez brak fajek, ale to świadomy wybór. Może uda się rzucić? Chcieliśmy postawić spinakera, ale musielibyśmy zrzucić genuę z rolera, by wykorzystać fał gieni. Za dużo roboty, a przecież nikt nie chce się przepracowywać. Roman przez chwilę stał z bosakiem i robił za wytyk do genuy, więc szybko otrzymał ksywkę „spinakerRom” . Od wypłynięcia ze Świnoujścia stuknie nam niebawem 800 mil rejsu. Na fali obok kołysze się mewa. Siedzi tu tak sama, samiuteńka. Że też chciało się jej taki kawał przylecieć. Może wie coś o rybach w okolicy?  Może już powinienem przygotowywać bosak na okoliczność wyciągnięcia z wody jakiegoś olbrzyma? J Na pewno czas sprawdzić czy coś się nie złapało.

1945 – Leżę w koi. Nadal wiatr słabiutki do zanikającego. Pół godziny temu odpaliliśmy silnik i z lekkim wspomaganiem genuą jedziemy 6 węzłów. Nie wiem do kiedy potrwa bezwietrzna pogoda. Chciałem wysłać współrzędne sms do Marka ,by dosłał na prognozę, ale TU NIE MA POLA !! J. Wachta o północy, teraz krótka lektura Shackletona i spróbuję usnąć.

Możliwość komentowania jest wyłączona.